Nikt się nie uśmiecha na ulicy, a kiedy ty się uśmiechniesz, dostaniesz w zamian podejrzliwe spojrzenie. Jest zimniej, wietrznie, trochę więcej smogu, krewetki drogie, masaże jeszcze droższe, na dzielnicy pełno psich gówien i żadna laska nie zainteresuje się mną tylko dlatego, że jestem z Europy.
To tyle jeśli chodzi o minusy, ale jak mawiał klasyk, nie możemy pozwolić, by te minusy przesłoniły nam plusy, bo w końcu:
- Nie muszę mieć włączonej klimatyzacji 24 godziny na dobę.
- Po przebudzeniu nie szukam odruchowo i nerwowo karaluchów, które w Bangkoku są tym, czym dla Polaków muchy. Są wszędzie, nikomu nie przeszkadzają, ale zaręczam, że wolałbym żyć w mieszkaniu z pięcioma muchami niż jednym wielkim skorupiastym karaluchem, który razu pewnego spadł mi (z sufitu) na głowę, gdy już prawie zasypiałem. I uciekł. Nie dałem rady go złapać. I weź tu śpij...
- Są bułki. Kocham bułki, uwielbiam bułki, jak będę już dorosły i bogaty, to zbuduję bułkom pomnik. W Bangkoku nie kupisz normalnej zajebistej bułki z Lidla. Normalnego chleba też nie. Wszystko ma tam konsystencję gąbki.
- Jest tłusto, jest obficie. Tajowie jedzą często, ale małymi porcjami. Nie wiedzą co to schabowy, mielone, bigosy, pierogi ruskie, a na spaghetti stać tylko bogatszych, bo...
- ...nie mamy kompleksów. A przynajmniej nie takich, jakie mają Tajowie. U nich coś, co jest importowane, jest wielokrotnie droższe, bo domyślnie lepsze. Nawet Red Bull, który został stworzony w Tajlandii (pod nazwą Czerwony Bizon) ma napis „Importowany z Europy!!!”. Droższe są włoskie makarony, hamburgery, pizze. Wszystko, co z Europy lub Ameryki jest ponad możliwości finansowe przeciętnego Taja.
- ...nie mamy kompleksów i nie musimy się wybielać. Większość dostępnych w Tajlandii kosmetyków ma wersję „whitening”. Bo muszą rozjaśniać skórę.
- Za obrazę Andrzeja Dudy nie pójdę na kilka lat do więzienia (maksymalnie 15 lat).
- Za palenie elektronicznych papierosów też mnie nikt nie wsadzi (bodajże do 10 lat).
- Nie zostanę rozjechany na ulicy (Tajlandia to światowa czołówka w śmiertelności z powodu wypadków).
- Nie poderwie mnie facet udający kobietę.
- Nie poderwie mnie kobieta udająca faceta.
- Nie poderwie mnie też facet będący kobietą udającą faceta.
- Pani Krystyna w sklepie spożywczym rozumie co do niej mówię. I nie zostawia mi numeru telefonu do siebie na paragonie, robiąc zalotne spojrzenie.
- Mamy nabiał w sklepach i jest tani. W Bangkoku paczka sera żółtego kosztuje tyle ile trzy obiady na mieście (bo importowany). Sto gramów łososia tyle, ile 7 obiadów na mieście (łosoś też z importu).
- Widzę niebieskie niebo za oknem. Zauważcie przy okazji, że większość fotek z Bangkoku to chmury. Taki mają klimat.
- Czuję się jak u siebie. Bezpiecznie, normalnie, dzień jest podobny do dnia, dzieje się dużo mniej, ale kolejny raz uzmysławiam sobie, że Polska jest moim domem, do którego zawsze będę wracał. Mogę sobie marzyć o Nowym Jorku, podróżach, odpoczywaniu pod palmami i to wszystko jest piękne, ale nie na dłuższą metę. Nie umiem (jeszcze?) żyć z dala od tego kraju. Dobrze mi tu i pewnie tak pozostanie aż do pierwszych ochłodzeń i jesienią znowu ucieknę tam, gdzie cieplej.
Jason Hunt







