Prosto z toru wyścigowego, najlepszej trybuny, z najlepszą ekipą i oczywiście dla najlepszych czytelników. 25 niedyskretnych i może trochę bezczelnych zdjęć, ale czego się nie robi dla bloga?
Na drugim planie widoczny jest sponsor wyprawy, której celem wcale nie był ten wyścig. Zostajemy tu jeszcze 3 dni, przy okazji zwiedzimy Londyn, a wy będziecie mieli mogli zadać pytanie pewnemu kierowcy formuły, z którym jestem umówiony na krótką rozmowę we wtorek. Przy okazji ślę duże całusy dla ekipy Brauna, która została w Polsce. W imieniu naszej szóstki życzymy wam udanego poniedziałku. W hucie.

Na miejsce przybyliśmy nieco spóźnieni, bo dopiero na godzinę przed wyścigiem. Polska delegacja pięciu dziennikarzy i jednego blogera dostała bilety na najlepszą trybunę – tuż przy pitlane i starcie. Lubię najlepsze trybuny.




Jeśli jutro na Instagramie zobaczycie moje selfie spod tego zegara, ani chybi będzie oznaczało to, że mój wpływ na nich jest żaden. Za to dołożę wszelkich starań, aby przeforsować wizytę w muzeum figur woskowych i jakiejś dobrej kawiarni.
Nade wszystko planujemy jutro wejść szturmem na lotnisko w Luton, bo od 2 dni przetrzymują moją walizkę. Gdzieś się zgubiła i nikomu nie chce się jej szukać, a są w niej moje buty do biegania, notes i taśmy blogerów z najbardziej kompromitującymi rozmowami. Koszule pożyczam, perfumy pożyczam, antyperspirant pożyczam, szczoteczki nikt mi nie chce pożyczyć, dlatego pastę nakładam na ręcznik. Uspokaja mnie myśl, że jeśli do jutra walizka się nie znajdzie, to zamiast wycieczki do muzeum, połowę dnia spędzę na zakupach. Czego po cichu sobie życzę.
























