Pierwsze chwile w Dubaju
Tak bardzo chciałem zrobić pierwsze nocne zdjęcie z miasta, ale jak widać, miasto chce, bym je poznał bliżej.
Zaszła mgła i z okolic mojego hotelu ledwo widać centrum na czele z tą wielką wysoką wieżą, której nazwy ciągle nie nauczyłem się na pamięć. W innym miejscu te wykopy mogłyby mi się nie spodobać, ale czytałem, że w Dubaju znajduje się 30% wszystkich dźwigów na świecie. Wyobrażacie to sobie? Tu wszystko i wszędzie jest w budowie. Nie ma problemu, nie przeszkadza mi to. My będziemy chodzić tam, gdzie już budowa się skończyła.
Pierwsze godziny, piszę na szybko, aby cokolwiek wrzucić i zaraz kładę się spać. Następnym razem na pewno będzie więcej, powiem wam, dzięki komu tutaj jestem. Wspomnę też o konkursie, w którym będzie do wygrania możliwość wyjazdu na wakacje do wybranego przez siebie miejsca. Tylko dla czytelników esiątka. Dziś już nie mam sił pisać. Proszę nie zgadywać i nie podawać nazw firm.
U mnie jest trzy godziny do przodu. Tyle co mi się udało, to wejść do hotelu, zjeść kolację i zrobić zakupy na pobliskiej stacji.

Ciastko czekoladowe, drugie ciastko czekoladowe i żeby nie być monotematycznym, wziąłem jeszcze ciastko herbaciane. Nie wiem jak to zrobili, ale smakowało.

Dwa lata. Tyle zajęło mi odnalezienie Power Horse. Ostatni raz piłem to w marcu 2012 roku w Egipcie. Nie do dostania (chyba) poza krajami arabskimi. Od dwóch lat nie piję Red Bulla i jemu podobnych (obiecałem sobie, że wrócę do picia dopiero, gdy będę robił z nimi jakąś kampanię). Wyjątki robię czasami dla Burn i Adrenaline, bo są pyszne i nie smakują Red Bull (czyli się nie uzależnię). I raz zrobiłem wyjątek dla Power Horse. Jak miło cię znowu widzieć, koniu.
To tyle na dziś. Pierwsze chwile w Dubaju są… dziwne. Tak pozytywnie dziwne, bo to miasto nie przypomina znanego mi arabskiego klimatu Egiptu, a jednocześnie nie przypomina klimatem miast europejskich. Mam wielką ochotę je poznać i pokochać, za co zabiorę się jutro z samego rana. Mam na to dwa tygodnie.
Buzi, bądźcie grzeczni.