Blogerzy są bardzo podatni na wiarę w mity. Wierzą w nie od pierwszego dnia swojego istnienia. Bezmyślnie i bezkrytycznie powielają schematy wypracowane przez bardziej sławnych blogerów. Nie przeczę, że wiele reguł rządzących social mediami jest świętych i nie należy ich łamać, ale są prawdy, które wydają się mądre, oczywiste i słuszne, a jednocześnie są głupie i wręcz szkodliwe. Przynajmniej na samym początku swojej działalności, czyli w tych pierwszych symbolicznych dniach bycia rozbitkiem, postaraj się nie wierzyć w poniższe mity.
Mit 1: Najważniejsza jest jakość
Utarło się przekonanie, że wartościowe blogi to te tworzone przez autorów znających się na danym temacie. Coraz częściej mądrzy i sławni blogerzy – których z nazwiska nie wymienię, bo mam regułę, że nigdy nie mówię źle o konkretnych twórcach – głoszą prawdy objawione, że powinniśmy tworzyć wartościową, pogłębioną, przemyślaną treść.
To nie jest prawda.
Każdy blog jest wartościowy. Wszystko, co tworzysz, jest wartościowe. Nigdy nie powiem, że jestem lepszym blogerem od ciebie tylko dlatego, że napisałem dłuższy, ciekawszy lub bardziej poczytny tekst. Nie ma czegoś takiego jak treść obiektywnie dobra, bo sam pewnie mógłbyś wymienić dziesiątki jednozdaniowych cytatów, które wpłynęły na twoje życie bardziej niż najgłębsze artykuły czy filmy. Proszę, byś już na samym początku planowania rozwoju swojej marki nie zakładał z góry, że dobre jest to, co wzbudza szacunek. Dobre jest także to, co wzbudza śmiech, złość i smutek.
Nie jest też prawdą, że musisz być specjalistą w jakiejkolwiek tematyce. Czy sądzisz, że dziennikarze piszący w uznanych pismach są ekspertami w swoich dziedzinach? Nie bądźmy naiwni. Nie ma znaczenia, jak dobry jesteś. Znaczenie ma to, jak dobry potrafisz być, a już najważniejsze jest, czy to, co tworzysz, jest interesujące dla czytelnika. Daję ci słowo – i mógłbym to poprzeć tysiącami przykładów – że najlepsi, najpopularniejsi i najbardziej lubiani blogerzy nie są ekspertami w tematyce, jaką opisują.
Poza tym nie życzyłbym sobie wizji social mediów opartych na publikacjach eksperckich. Rany boskie, jakie to byłoby nudne! Bo widzisz, ci, którzy nawołują do niespłycania blogosfery i pisania tzw. wartościowych tekstów, to świetni ludzie. Są znani, szanowani, dostają sporo lajków pod swoimi mądrościami, ale tak naprawdę mało kto ich czyta, a jeszcze mniej ludzi ma ochotę stosować się do ich porad. I dobrze, bo szkodzą. Ograniczają twórców, wymuszają na nich określone działania, a nic nie wyrządza początkującym blogerom takiej krzywdy jak brak wolności twórczej. Chcesz pisać o cyckach? Pisz o cyckach! Chcesz rozprawiać o ubóstwie na świecie? Ależ proszę bardzo.
Mit 2: Blogowanie to pasja
Ten numer zawsze działa. Wystarczy raz na jakiś czas rzucić tekstem w rodzaju: „Pieniądze nie są najważniejsze. W blogowaniu liczy się pasja!”. Albo: „Jeśli chcesz coś robić dobrze, musisz kochać to, co robisz”. I tak dalej. Pozwól, że nie będę rozpisywał się na ten temat, bo musiałbym skompromitować ludzi, którzy są mi bliscy. Przyjmij tylko tę jedną radę: nie ma znaczenia, co jest twoją motywacją. Jeśli piszesz, bo masz złamane serce, zeza albo jesteś rudy/ruda, to jesteś tak samo zajebistym blogerem jak ci, którzy w mediach lansują się w koszulce z serduszkiem WOŚP i wołają, że najważniejsza w życiu jest miłość.
Nie musisz też kochać pisania. Pamiętam, jak wiele lat temu przeczytałem wywiad z Frederickiem Forsythem (nasi rodzice chyba lepiej go znają, ale przyjmijmy, że to bardzo dobry i popularny pisarz), który przyznał, że nienawidzi pisania. Kiedy zabiera się do tego, zamyka się na miesiąc w chacie i pisze, aż skończy – a potem przez rok odpoczywa.
We wrześniu 2015 roku miałem przyjemność być na spotkaniu z Lee Childem, który każdego roku promuje swoją kolejną książkę w jednej z nowojorskich księgarń. Być może go kojarzysz – to jest ten pan, który stworzył postać Jacka Reachera. W jego postać w dwóch adaptacjach wcielił się Tom Cruise. Child zapytany, ile czasu poświęca na napisanie książki, odpowiedział z rozbrajającą szczerością:
– Chcesz oficjalną czy nieoficjalną odpowiedź?
– Najpierw oficjalną.
– Tworzenie jednej książki to lata ciężkiej pracy.
– Dobra, daj nieoficjalną.
– Osiemnaście dni.
Nawet nie pytałem, czy pisanie to bardziej jego praca, czy pasja, bo nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Dopóki jego dzieła są bestsellerami, może je sobie pisać nawet w weekend.
Mit 3: Pisz tylko wtedy, kiedy masz coś do powiedzenia
Mówią tak, prawda? Otóż to fakt, który ciebie nie dotyczy, bo na pisanie tylko wtedy, kiedy ma się coś do powiedzenia, mogą sobie pozwolić jedynie ci, którzy już zgromadzili wokół siebie społeczność. Jeśli dopiero zaczynasz, musisz pisać często. Większość pisze zbyt rzadko. Jest to jeden z najczęściej popełnianych błędów blogerów i nie pomylę się, jeśli powiem, że co drugi e-mail z pytaniem „Dlaczego nikt mnie nie czyta?” jest pisany przez kogoś, komu wydaje się, że jeden tekst na tydzień wystarczy.
Nie, nie wystarczy.
Mit 4: Bądź autentyczny
W październiku 2015 roku australijska blogerka Essena O’Neill „zaszokowała” świat, informując, że social media to nie jest prawdziwe życie. Ryczała do kamery, że głodziła się dla lepszych fotek, ubierała się w nie swoje ciuchy i w ogóle strasznie cierpiała. Im więcej fanów przybywało, tym większą deprechę łapała.
A teraz wyobraź sobie zapłakanego Spielberga, który przed kamerami wyznaje, że dinozaury w „Parku Jurajskim” nie były prawdziwe. Albo Daniela Craiga mówiącego przez łzy, że w żadnym filmie o Jamesie Bondzie nikogo tak naprawdę nie zabił. I że prywatnie nie jest Jamesem Bondem.
Wszyscy kochają prawdę, zwłaszcza ci, którzy zaczynają dzień od serwisów plotkarskich, dzięki którym mogą się dowartościować, bo widzą gwiazdy bez makijażu. W porządku, każdemu według potrzeb, ale podobnie jak w trzech poprzednich mitach, tak i w tym będę ci wbijał do głowy, że musisz tworzyć to, co sprawia, że czujesz się dobrze.
Nie ograniczaj się koniecznością bycia wiarygodnym, prawdziwym, bo nikt tego od ciebie nie ma prawa żądać. Lubię czytać zarówno biografie, jak i fikcyjne powieści sensacyjne. Czy mam wymagać od autorów kryminałów, aby opisywali tylko prawdziwe zbrodnie? Chciałbyś, aby kina wyświetlały wyłącznie filmy oparte na faktach? Właśnie dlatego głupotą jest żądać od twórców, aby byli autentyczni. Nie potrzebujemy autentyczności. Nie interesuje mnie, czy twoje jajko sadzone wrzucone na Instagram zostało zrobione przez ciebie, czy przez sztab ludzi, którzy w pocie czoła fotografowali je przez ostatnie dwa tygodnie. Jeśli mnie to zainteresuje, zostanę i zajrzę do ciebie też jutro. A kiedy będę chciał autentyczności – sam sobie takie jajo usmażę.
Kilka tygodni po aferze z Esseną O’Neill na jej stronie internetowej pojawiła się informacja, że bohaterka właśnie pisze książkę „Jak być sławnym w social mediach”. To tyle, jeśli chodzi o prawdę i autentyczność.

