Największą zagadkę dzisiejszego dnia tworzy pytanie, dlaczego dopuściłem się niewytłumaczalnego czynu - opublikowania SundayPhoto w poniedziałek. Ja znam odpowiedź na to pytanie. Nieliczni z was także tę odpowiedź poznają, ale nie powiem kiedy i nie powiem gdzie.
Jest jeszcze nieco mniejsza zagadka - cóż takiego dziś Apple pokaże na swojej konferencji i dlaczego zegarek, który już przecież widzieliśmy we wrześniu? Zanim jednak dojdzie do wydarzenia, na które czekają wszyscy hejterzy Samsunga, my jeszcze na chwilę udajmy się w napalone i wilgotne rejony.
Akurat tamtego dnia zrobiłem tylko fotkę i poszedłem na basen czytać książkę. Kto by tam zwracał uwagę na takie drobiazgi. Jak i na ten, że sesja na słońcu rozpuściła mi wszystkie cukierki. Nie zjadłem ani jednego, bo dwa wyjąłem, co by nie wyglądało na ustawkę. Zostałem 3 minuty. Przy 35 stopniach zdecydowanie lepiej przebywać w cieniu, co i tak nie uratuje cię przed poparzeniami, jeśli nie masz żadnych olejków. Trochę będę tęsknił za tym widokiem, ale nie tęsknię za latem. Wygrzałem się, czas mija mi szybko i ani się obejrzę, a będzie u nas lato. Było zimne, więc nawet nie tknąłem. Trochę frytek tylko zjadłem. Jedzenie spuściłem w kiblu. To zdjęcie było zrobione tego samego dnia co poprzednie z plaży, ale wrzuciłem je w kilkudniowym odstępie. Po co chodzić dwa razy, skoro można po prostu zmienić kadr i mieć dwie fotki na insta za jednym zamachem? …i sto pytań, dlaczego piesia jest taka chuda. Jest chuda, bo wpieprza codziennie czekoladę. Czasami dostaje pizzę, ale nie przepada za nią, bo kawałki wypadają jej z łapy. Jeśli zastanawiacie się, czy to zdjęcie tez było zrobione tego samego dnia, co poprzednie z plaży, to… well… wiecie jak jest. Człowiek musi sobie ułatwiać życie.
Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkimi zdjęciami, to musisz obserwować mnie na Instagram. Jeśli chcesz być na bieżąco z prawie wszystkimi zdjęciami, to wystarczy ci fanpage. To ostatnie SundayPhoto w najbliższym czasie. Na przyszły tydzień szykuję trochę dobrych zmian, jeśli tylko nic po drodze mi nie wypadnie to wprowadzę na blogu coś, przed czym wzbraniałem się od dawna. I nie mam tu na myśli reklam. Pewnie nikt nie zauważył, że od początku istnienia bloga nie było ani jednej współpracy z firmami. One też będą od przyszłego tygodnia. Tak jak planowałem - pierwsze dwa miesiące to był tylko rozruch i od teraz aż do jesieni każdy miesiąc będzie wnosił coś nowego. Miejmy nadzieję, że ukoronowaniem wszystkiego będzie moja książka późnym latem, ale zgodnie z planem wstrzymam się z zapowiedzią do okolic maja.
Jesteś w ukrytej komnacie. Nie mów o niej nikomu
Tak mi się, kurwa, nie chciało wczoraj pisać, że nic nie napisałem, a dziś jeszcze bardziej mi się nie chciało, więc pomyślałem sobie, że trzeba na szybko wrzucić jakąś zapchajdziurę. Zapomniałem tylko, że wrzucenie 20 zdjęć nie trwa pięciu minut, tylko jakieś półtorej godziny. Odkąd pracuję nad książką, mój mózg ma problemy z dbaniem o bardziej przyziemne sprawy, dlatego trochę zaniedbałem bloga po powrocie. Myślę, że jeszcze parę dni i wszystko sobie unormuję. Na razie dbam o to, by dziwka wena była ciągle blisko.







