Książka Thorn

Tam, gdzie chcieliśmy być

– Pamiętasz, jak byliśmy w kinie? – zapytałem kolegę, który z ostrożnością chirurga próbował sobie wypalać zapalniczką włoski na dużym palcu. Swoim.
– Hm… nie bardzo… byłem wtedy trzeźwy?
– To było trzy dni temu.
– Faktycznie, poszliśmy na film, ale cały przespałem. Dobry był?
– Po wyjściu z kina zapytałeś mnie, czy nie żałuję, że nigdy nie poznam Toma Cruise’a. Bo urodziliśmy się w złym miejscu, złym czasie, nie mamy ani urody, ani pieniędzy. Niczego nie mamy. Nigdy nie poznamy tych wszystkich sławnych ludzi.
– Oni są z innego świata. Zawsze będziemy mogli ich tylko obserwować, nigdy żyć razem z nimi. Albo żyć jak oni. Nigdy nie zobaczymy Terminatora albo Rambo.
– Jak byłem dzieckiem, to pytałem rodziców, czy Rambo naprawdę żyje. Przekonywali mnie, że to tylko aktor i że na co dzień jest normalny i nie strzela do ludzi.
– Nigdy się tego nie dowiemy. Starzy lubią wciskać nam kit. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, nigdy nie zarobimy miliona dolarów, nigdy nie kupimy sobie samolotu, jachtu...
– Willi z basenem…
– Cóż, mieliśmy pecha urodzić się w trochę chujowym miejscu na zrobienie kariery.
– Nigdy nie dostaniemy Oscara?
– Nigdy nawet nie będziesz na oscarowej gali. Jak cała reszta świata, będziesz zawsze oglądał to w telewizji – odpowiedział kolega, po czym spojrzał z bliska na zapalniczkę. – Ej, a próbowałeś kiedyś depilować sobie włosy w nosie, wciągając płomień z zapalniczki?
– Każdy próbował.
– A myślałem, że to ja jestem dziwny.

W rzeczy samej, Andy nigdy nie był do końca normalny i chyba dlatego tak dobrze się dogadywaliśmy. Szkolna znajomość przetrwała wiele lat i wspólnie zwiedziliśmy kawał świata, ale nie czas i miejsce, aby teraz o tym opowiadać. W każdym razie ilekroć zobaczysz w tej książce imię „Andy”, prosiłbym, żebyś nie brał wszystkiego dosłownie. Historie są prawdziwe, ale nieco ubarwione.

Z Andym znaliśmy się praktycznie od urodzenia, choć moja pamięć aż tak daleko nie sięga. Jego owszem. W trakcie roku szkolnego spotykaliśmy się rzadziej, ale w wakacje byliśmy nierozłączni i każdy wieczór zaczynaliśmy od butelki taniego wina, które wypijaliśmy gdzieś w parku przy nadmorskiej plaży, po czym chodziliśmy nad wodę, aby podrywać turystki. Z różnym skutkiem, a właściwie to z marnym, ale o tym za chwilę.

– Andy, bo ja o tym trochę myślałem… Gdybyś mógł wymarzyć sobie miejsce, w którym chciałbyś być za rok, to gdzie byś był?

Na odpowiedź musiałem poczekać, aż kolega skończy pocierać sczerwieniały nos z poparzeniami trzeciego stopnia.

– Ty wiesz, gdzie zawsze chcieliśmy być – odezwał się głosem Kaczora Donalda. – Jasna cholera, jak to boli. Naprawdę próbowałeś wciągać ogień nosem?
– Nie, ale bardzo chciałem zobaczyć, jak ty to robisz. Wracając do tematu, wielebny Andy, sprawa wygląda tak, że musimy tam polecieć. Za rok.
– Czasami mam wrażenie, że jesteś głupszy nawet ode mnie. Niby skąd weźmiemy kasę?
– Zarobimy.

Andy spojrzał w niebo. Robił tak czasami, gdy udawał, że myśli. Rzadko, bo rzadko, ale miewał przebłyski inteligencji.

– Dobra. Zróbmy to. Potrzebujemy dwóch, może trzech tysięcy dolarów.

To był cudowny wieczór pełen marzeń, które już niebawem miały się zrealizować. Naszym celem był Nowy Jork. Trzy tygodnie po spotkaniu ze strażnikiem uknułem plan, który miał dać mi nieśmiertelność.

Jason Hunt
Zobacz pełny opis książki